Wenezuela i nowy imperializm Stanów Zjednoczonych
Wojną przeciwko Wenezueli i porwaniem prezydenta Nicolása Maduro Stany Zjednoczone eskalują walkę o globalną dominację. Było to do przewidzenia i stanowi wyraz zaostrzającej się konkurencji imperialistycznej. UE nie jest tu jedynie biernym obserwatorem. Poprzez brutalne ataki na Wenezuelę i uprowadzenie prezydenta Nicolása Maduro Stany Zjednoczone, zgodnie z oczekiwaniami, jeszcze bardziej zaostrzyły swoją imperialistyczną agresję.
W obliczu rosnącej potrzeby wyjaśnienia
niemieckie media zastanawiały się następnie, jakie podstawy prawne przedstawi później prezydent USA Donald Trump.
Ponieważ zachodni kanon „wartości” już nie działa, co od dawna jest oczywiste: USA nie chodzi o „zły reżim socjalistyczny”, ale o tani dostęp do ropy, gazu, metali ziem rzadkich i innych zasobów Wenezueli.
Stany Zjednoczone coraz bardziej eskalują swoją imperialistyczną politykę lokalizacyjną na rynku światowym, który wraz z Chinami, Rosją, niektórymi krajami arabskimi i innymi państwami stworzył potężną konkurencję i obecnie przechodzi proces reorganizacyjny.
Współczesny imperializm
O współczesnym imperializmie nie dowiemy się niestety nic z burżuazyjnych książek z bajkami. Udaje się w nich, że należy on do mrocznej przeszłości kolonializmu terytorialnego, który już dawno został przezwyciężony. Jednak współcześni imperialistyczni nie muszą już okupować innych krajów, aby zapanować nad nimi gospodarczo i politycznie. Wystarczy, że w razie potrzeby zbombardują reżimy wasalne pod byle pretekstem, które zgodzą się na niekorzystne umowy o wolnym handlu, a do tego eksport kapitału i wiele baz wojskowych w zasięgu ręki. W ten sposób można doskonale wyzyskiwać kraje (i ich pracowników). Krótko mówiąc: Imperialiści muszą przejąć kontrolę nad obcymi rynkami i surowcami, aby utrzymać tendencję spadkową zysków swoich wielkich korporacji i zabezpieczyć swoją globalną potęgę polityczną i gospodarczą.
Pod presją konkurencji nie mają innego wyboru, ponieważ konkurenci mają te same interesy. Bez wojny jest to możliwe tylko w przypadku państw uległych, które „dobrowolnie” podporządkowują się. Przykładem tego jest rozszerzenie NATO na wschód. Jeśli jednak konkurenci odmówią podporządkowania się, prędzej czy później dojdzie do wojny.
Z jednej strony Wenezuela jest dla USA kamieniem milowym w walce o imperialną dominację, skierowanej w szczególności przeciwko Chinom. Z drugiej strony Wenezuela, ze swoimi bogatymi zasobami surowców,
zwłaszcza ropy naftowej, gazu, metali ziem rzadkich i innych ważnych metali, takich jak złoto i żelazo, jest sama w sobie ważnym celem ataku. Kraj ten od dawna jest solą w oku imperium amerykańskiego, ponieważ od wielu lat opiera się jego wpływom politycznym. Wojenne ambicje USA w Ameryce Południowej prawdopodobnie nie zatrzymają się na Wenezueli. Wszystkie państwa, w których powstają wrogie rządy, muszą liczyć się z taką „interwencją” w najbliższych latach. Istnieją oczywiście wyjątki, takie jak obecnie Argentyna. Dzięki Javierowi Milei Stany Zjednoczone mogły w sposób całkowicie „demokratyczny” wprowadzić do władzy swojego wasala. Teraz ludność ponosi tego konsekwencje: prywatyzacja przemysłu państwowego, masowe obniżanie wynagrodzeń i cięcia socjalne, co już prowadzi do dalszego zubożenia rosnącej części społeczeństwa.
Imperialistyczna polityka wewnętrzna
W ten sposób doszliśmy do wewnętrznych skutków imperialistycznych walk o władzę. Są one poważne, co bardzo wyraźnie widać w USA: Trump jednocześnie forsuje masowe cięcia socjalne. Na przykład miliony Amerykanów tracą obecnie ubezpieczenie zdrowotne, ponieważ rząd zniósł dotacje w ramach tzw. „
Affordable Care Act” (Obamacare).
Liczba
osób bezdomnych i
bezrobotnych w USA osiąga obecnie coraz to nowe rekordowe wartości. Do tego dochodzi coraz bardziej autorytarna polityka wobec własnej ludności. Dysydenci, zwłaszcza w odniesieniu do polityki imperium wobec Izraela, tracą pracę, są deportowani, karani lub opuszczają USA z obawy przed prześladowaniami politycznymi. Izrael jest ważnym wasalem imperium, zapewniającym jego potęgę i wpływy na Bliskim Wschodzie.
Zbrojenia i cięcia socjalne: UE idzie w ślady
Ludzie w Europie również doświadczają zarówno cięć socjalnych, jak i autorytarnych zmian politycznych. Podczas gdy UE przeznacza coraz więcej pieniędzy z podatków na zbrojenia, „uzasadniając” to wizerunkiem Rosji jako wroga i towarzyszącą temu retoryką wojenną, jakiej nie było od 80 lat, liczne rządy, w tym niemiecki, masowo forsują cięcia socjalne i ograniczają prawa pracownicze w skali przypominającej neoliberalną dekonstrukcję USA w latach 70.
Amon
www.strefa44.pl
www.strefa44.com.pl